Jesteś tutaj
Strona główna > Legendy Nowej Warszawy > Legendarne serie > „Szkarłat i czerń” – odcinek 4 – „Miasto kalek”

„Szkarłat i czerń” – odcinek 4 – „Miasto kalek”

Nowa Warszawa, 03.02.2087

Linie rozkładu metra ciągnęły się w plątaninę różnokolorowych znaczków i symboli. Końcowy odcinek do Nadarzyna nie został do tej pory ukończony, o czym oznajmiała przerywana kreska.

Stara konstrukcja była nadal najbardziej stabilna. Proste tory od Młocin na Kabaty były jeszcze w służbie, choć mocno nadgryzł je ząb czasu i zaniedbań. Jazda rozklekotanym wagonem w lekko pękającymi szybami graniczyła z odwagą.

Każdy podskok pędzącego pociągu przypominał Kordianowi o ranie z boku syczącymi drobinkami bólu. Sięgając pod warstwy grubego, zimowego ubrania badał palcami czy wszystkie szwy są na miejscu. Nadal miał przed oczami zdziwioną twarz lekarki. Szeroka porcja śliny poleciała wówczas w dół jego przełyku na znak ulgi, że starczyło jedynie sto złotych by kupić jej milczenie.

„Nowa Warszawa, znów Wielka”, obraz Bogusława Wyryńskiego migotał na poniszczonym ekranie monitora. Linie czysto białych zębów i niemal hebanowa opalenizna starszego mężczyzny sterczały na tle zdjęcia historycznej stolicy.

„Regiment 44, Stań do walki o swoje!”, dudnił następny cyfrowy afisz w akompaniamencie odzianych w czarne kominiarki, ustawionych w rzędzie żołnierzy.

W ciągnącym się pasku wiadomości przewijał się tekst o śmierci Holskiego. Policja nadal nie znała motywu. Informacje powtarzały news o małym Azizie, i o serii napadów na skinów i możliwym odwecie wśród muzułmańskich imigrantów, skulonych na rozpadającym się starym Ursynowie.

Ukryte w kieszeni dłonie Kordiana zaczęły mimowolnie dygotać z każdym newsem. Z klekotem wygramolił z połów kurtki cylindryczny kształt.  Dwie samotne tabletki tańczyły żałośnie na dnie owalnego opakowania. Z zgrzytem zębów młody mężczyzna wymuskał jedno kościstymi palcami. Cudem przebiła się przez suche gardło.

Pociąg zatrzymał się z nagłym spazmem hamulców. Przez rozsuwające się drzwi wydobyło się parę osób i wlało do środka wagonu. Kobieta o kasztanowych włosach i jakaś piątka śniadych mężczyzn odzianych w markowe ciuchy najwyższego sortu.

Zielone oczy Kordiana obserwowały całą szóstkę zza połów naciągniętego kaptura. Oparł się o plastikowy nagłówek biorąc głęboki wdech. Z każdym oddechem odgłosy komentarzy i protesty kobiety nasilały się coraz bardziej.

Pociąg ruszył niemal tuszując odgłosy przekleństw i rozwijającej się szarpaniny. Trzech mężczyzn trzymało kobietę za ręce gdy jeden oświetlał wszystko kamerą telefonu. Ostatni zlizywał językiem lejącą się łzę po damskim policzku. Ciemna włochata dłoń powoli przebijała się warstwy ubrania kiedy nagle głowa poleciała do tyłu i z impetem zaryła o siedzenie.

Nagłe osłupienie ogarnęło zgromadzonych kiedy Kordian stanął pośrodku małego zbiegowiska.

– Uciekaj na koniec składu – dziewczyna z dygoczącymi nogami dopiero teraz zareagowała na polecenie. Wyswobodziła się z luźnego już uścisku i pomknęła w wyznaczone miejsce.

Wagon metra wjechał do tunelu. Wszystko spowiła ciemność.

 

Dodaj komentarz

Top