Jesteś tutaj
Strona główna > Kminek i Majeranek > Majeranek > Filmy i seriale > Transformacja! czyli nowe oblicze Power Rangers

Transformacja! czyli nowe oblicze Power Rangers

Parę tygodni temu w Internecie zadebiutował nowy zwiastun do filmowej wersji Power Rangers, amerykańskiego serialu z lat mojego dzieciństwa, który z kolei był bardzo luźną adaptacją japońskiej serii programów telewizyjnych pod zbiorczą nazwą „Super Sentai”.

Muszę przyznać, że pomimo swojej prostoty, ta produkcja ma za sobą bardzo ciekawą historię, której nie byłem świadom przez wiele lat.

Mighty Morphin Power Rangers, było pierwszą amerykańską adaptacją serii japońskiego „Super Sentai”. Pierwotnie zakładano użycie wcześniejszej serii, ale ostatecznie producenci postanowili użyć szesnastego sezonu pt. Kyōryū Sentai Zyuranger. W tej wersji, piątka głównych protagonistów była pradawnymi wojownikami, przebudzonymi do walki ze swoim odwiecznym wrogiem po paru tysiącach lat snu.

Historia obfitowała w dynamiczne zwroty akcji i nie bała się poruszać dość dramatycznych wątków. Dla przykładu, w swoim finałowym występie, japoński zielony ranger umiera w ramionach swego czerwonego brata. Mimo że nie znam japońskiego, to oglądałem tą scenę, z ściśniętym sercem.

Zachodni bliźniak Zyuranger wychował się zupełnie inaczej. Ktoś mógłby powiedzieć, że w porównaniu ze swoim japońskim rówieśnikiem były to niemal bezstresowe warunki.

Formuła, była prosta. Piątka nastolatków, ze szkoły średniej w idyllicznym Angel Groove: Zack, Trini, Kimberly, Billy i Jason, zostają powołani do walki ze złem przez Zordona, gigantyczną głowę unoszącą się w tubie, niczym czarnoksiężnik z krainy Oz.

Każdy z wyrostków dostaje kolorowy strój i robota, który ma reprezentować  prehistorycznego dinozaura.  Pomińmy fakt, że Zack i Trini dostają mamuta i tygrysa szablo zębnego. Widać dla nich zabrakło już wiekowych gadów, choć bardziej prawdopodobne jest to, iż twórcy serialu byli zobligowani użyć tych stworzeń przez wersję japońską.

Skoro już mówimy o tej nieszczęsnej parze, warto zaznaczyć już dość znany fakt, że czarnoskóry chłopak nosi czarny strój, natomiast jego azjatycka koleżanka, żółty. Zapytani o ten fakt po latach producenci zażegnywali się, że nie zauważyli tego niezamierzonego rasizmu.

Zadaniem amerykańskich Rangersów była ochrona świata, przed zakusami złej Rity Repulsy. Niegodziwej wiedźmy, zepsutej do szpiku kości, i na szczęście dla naszych bohaterów, równie niekompetentnej w swoich dążeniach do światowej dominacji.

Fabuła każdego odcinka była identyczna. Pojawiał się jakiś mały problem dla protagonistów, typu zamknięta sala gimnastyczna, czy szkolny piknik, co Rita wykorzystywała do stworzenia potwora. Dzieciaki zmieniały się Power Ragners i po krótkiej potyczce wzywały swoje roboty, zwane Zordami. Maszyny wówczas łączyły się w jednego Megazorda, który kładł przeciwnika ciosem swego miecza. Mały konflikt z początku odcinka rozwiązywał się sam i wszyscy, żyli długo i szczęśliwie. Oprócz złej Rity, która lądowała w łóżku z kolejną migreną. Natomiast jej przeciwnicy przybijali sobie piątki i uczyli dzieci, że nie wolno śmiecić, przeklinać,  kłócić się itp.

Zatem co ma do zaoferowania najnowsza filmowa wersja? Muszę przyznać, że dla mnie zwiastun pokazuje wiele ciekawych rzeczy, które mogą być plusem filmu, jeśli zostaną umiejętnie wykorzystane.

Przyznaję się jednak, iż nie do końca podobają mi się nowe kostiumy, które, bądźmy szczerzy wyglądają jak różnie pokolorowane zbroje Iron Mana, ale rozumiem, że współczesny widz nie zaznajomiony z poprzednimi adaptacjami, może nie potraktować serio strojów z lycry, czy spandexu. Poza tym, technologicznie zaawansowane zbroje mogą mieć sens, gdyż, z tego co wynika z zapowiedzi, mentor Rangersów, Zordon nie pochodzi z ziemi i egzystuje w jakimś ukrytym statku kosmicznym.

Plusem nadchodzącej produkcji, może być też fakt, że  główni bohaterowie zachowują się i mówią jak realne nastolatki, podczas gdy Power Rangers z przed lat byli bardzo daleko od wzorca typowego dzieciaka. Czasem nawet zachowywali się lepiej niż otaczający ich dorośli. Nie było zajęć pozalekcyjnych i akcji charytatywnej, w której nie braliby udziału.  Teraz przynajmniej zapowiada się na to, iż będziemy mieli bardziej do czynienia z faktycznymi wyrzutkami, którzy buntują się, kradną rodzicom samochody i lądują w szkolnej koziej ławce. A jednak to oni otrzymują od losu niecodzienną szansę. Im dane jest zostać super bohaterami.

Również Rita Repulsa wygląda  w nowej wersji dość intrygująco. Antagonistka grana tym razem przez Elisabeth Banks (Igrzyska Śmierci, Spider – Man 1, 2,3) zdaje się być większym zagrożeniem dla  bohaterów. Zaciekawiła mnie kwestia wypowiedziana przez nią w zwiastunie, w której stwierdza, że ma na sumieniu już innych Rangersów. To by znaczyło, że jest zdecydowanie bardziej kompetentna niż jej poprzedniczka.

Najmniej do gustu przypadł mi nowy widok wszystkich Zordów. Brak koloru i rachityczny design bardzo przypominają mi Transformery z filmów Michaela Bay’a. Zamiast być różnobarwne i oddawać osobowość swoich pilotów, zdają się zlewać w całość, tworząc brzydką szarą masę. Niestety ten sam problem chyba mają też stwory, z którymi przyjdzie walczyć bohaterom.  Ograniczają się na razie do kamiennych ruchomych kształtów. Niezbyt ciekawy widok. Oryginalne potwory z serialu może były jedynie aktorami w kostiumach, ale tym samym też były nieco bardziej kolorowe i różnorodne. Mam wielką nadzieję, że sceny batalii nie przerodzą się w  chaotyczną mieszaniną złych efektów specjalnych, od których jedynie rozboli mnie głowa podczas seansu.

Podsumowując, po obejrzeniu zapowiedzi filmu, moje zainteresowanie restartem Power Rangers wzrosło. Nie jest to mój najbardziej wyczekiwany obraz w tym roku (ten zaszczyt przypada produkcji Spider-Man: Homecoming), ale zdecydowanie przejdę się do kina, by zobaczyć nowe wcielenie kolorowych wojowników, dla kolejnego pokolenia fanów. Zastanawiam się tylko, ile dzieciaków będzie wiedziało, że idą na filmową wersję czegoś. co było popularne niemal dwadzieścia pięć lat temu.

Wow, ćwierć wieku, ale ten czas leci.

Do następnego razu,

M.

Źródło zdjęć: internet

kittelm
Kim jestem? Pisarzem, dziennikarzem, copywriterem, łucznikiem i uczniem sztuki kendo. Zawsze miałem głowę pełną różnych historii. Postanowiłem nie bujać tylko w obłokach i chować zapisków głęboko na dnie szuflady. Tak powstała pierwsza opowieść w formie bloga. Zapraszam na wędrówkę do świata Nowej Warszawy. Do przeszłości, która nas ukształtowała i przyszłości, która nas zmieni.
http://www.legendynowejwarszawy.pl

Dodaj komentarz

Top