Jesteś tutaj
Strona główna > Legendy Nowej Warszawy > Legendarne serie > „Szkarłat i czerń” – odcinek 12 – „Korpo-ninja”

„Szkarłat i czerń” – odcinek 12 – „Korpo-ninja”

Mimo swej słodyczy herbata miała cierpki i metaliczny posmak. Mehmet krzywił się z każdym łykiem. Zerkał co i rusz na pozłacaną tarczę zegarka. Oznaczenia godzin mieniły się blaskiem miniaturowych brylancików. Mamnun się spóźniał, tego było w jego stylu.

*

Dioda LED zapaliła się na kontrolce windy stalowe drzwi zachrobotały mechanizmem dźwigu. Z ciężkim hukiem dwójka śniadych mężczyzn z purpurowymi plamami siniaków padli na ziemię.

Niektórzy w środku bogato zdobionej windy jeszcze dyszeli rozłożeni po marmurowej podłogi.  Pojękiwali i kwiczeli symfonią jęków  i stłumionych przekleństw w obcym języku.

Kordian przestąpił do przodu szerokim ruchem omijając kakofonię zgryzoty. Szedł pewnym krokiem przez kaniony szklanych pokojów biurowych i boksów przeznaczonych dla pracowników.

Obtarł umorusaną we krwi rękawicę o wyschnięte usta. Poczuł jej cierpki smak już powoli wpadający w konsystencję krzepnięcia.

– Co ty tu robisz!? – rosły mężczyzna w ciasnym podkoszulku niesamowicie podkreślał jego posturę kulturysty. Trzymany przez niego  karabin poderwał się jak gotowe do ataku jak rozjuszone zwierzę.

Kordian sprężył ciało do działania. Adrenalina popłynęła jego żyłami wytrącając z hukiem broń jednym kopnięciem. Oręż zawisł w locie koziołkując w powietrzu. Niemalże w ostatniej chwili Kordian złapał za koniec lufy. Ze świstem czarna aluminiowa kolba uderzyła oszołomionego kulturystę w twarz wylewając za sobą fontannę krwi.

Huk upadku masywnego ciała jak na zawołanie przywołał innych uzbrojonych mężczyzn z różnych zakątków biurowego labiryntu. Kordian przewrócił karabin w dłoni i z wyciągniętą do góry bronią oddał strzał do góry.

Grad łusek i iskier z lamp sufitowych posypał się na ziemię. W pomieszczeniu zapadła ciemność przerywana jedynie światłami rozjarzonych neonów z sąsiadujących wieżowców. Pejzaż niebieskiego i fioletowego światła, który spowił Kordiana kolorową mozaiką. Jedynie szeroki czarny kaptur nadal pozostawał czarny, jedynie z jaśniejącymi zielonymi ognikami oczu.

Pierwszy mężczyzna rzucił się od razu do ataku. W przypływie desperacji i być może czystej głupoty zapomniał, że może po prostu użyć swego karabinu, zamiast tego ujął broń oburącz atakując Kordiana jakby miał włócznię.

Czarna postać zrobiła krok do tyłu i wyprowadziła cios trzymana jeszcze w dłoni automatyczną bronią. Atakujący wystrzelił do góry i silą impetu padł na podłogę.

Pozostali zachowali resztki rozumu i otworzyli ogień nie bacząc na zdrowie, czy życie swego towarzysza. Kawalkada pocisków posypała się po skanerach, drukarkach i zawalonych papierzyskami biurowymi stanowiskami, wyrzucając w górę kawałki ceramiki z kubków i dokumenty.

Kordian przemykał między biurkami odbijając się stopami o łamiące się blaty.

W takich momentach brakowało mu uczucia pewności jaki dawał mu miecz. W epicentrum adrenaliny tęsknił za tym przyciężkim kawałkiem stali.

Następny napastnik wylądował z podeszwą buta wciśniętą w twarz. Strużki krwi wytrysnęły z rozciętej wargi i pogruchotanego nosa.

Lądując na ziemi wraz ze swoim adwersarzem Kordian wyprostował się i szybkim prostym ciosem zamroczył następnego napastnika. Łapiąc go  go mocno za kołnierz cisnął nim z całym impetem  prosto w stojący automat do napojów. Jaśniejące logo trysnęło iskrami.

Ostatni mężczyzna zamachnął się z całej siły i trafił Kordiana prosto w tył głowy. Padając na zniszczony blat młodzieniec poczuł całym impet uderzenia omal nie łamiąc sobie zębów w nagłym zgrzycie.

Walcząc z utratą świadomości Kordian przeturlał się pod stole w towarzystwie świszczących kul. Przenosząc cały ciężar ciała na jedną stopę sięgnął do zewnętrznej części prawego uda.

Miniaturowy ciemnoszary nóż do rzucania zalśnił wypolerowanym ostrzem w ciemności. Kordian włożył cały wysiłek ciała w jeden zwinny ruch.

Broń przeszyła powietrze, mijając po drodze pędzące w przeciwną stronę kule. Napastnik zawył z bólu łapiąc się momentalnie za ramię.

Wraz z łopotem karabinu opadł na ziemię ciągnąc za sobą plamę krwi.

Kordian pomacał się po tyle głowy. Wlepił wzrok w dłoń upewniając się czy nie ma na niej jego własnej krwi. Buchając gorącą parą zmęczenia z ust chwiejnym krokiem podążył dalej wśród chaosu biurowego zniszczenia i przemocy.

*

Mamnun pospiesznie walił w klawiaturę komputera, jego masywne palce biły w litery z impetem nagłego pośpiechu. Z drugiego pokoju dobiegały echa strzałów, przekleństw i odgłosów walki.

Mężczyzna niemalże wyrwał zatknięty w komputerze pendrive. Od razu druga ręka powędrowała w stronę leżącego na biurku pistoletu.

Drzwi do biura brzdęknęły z impetem. Kordian przestąpił próg w akompaniamencie tłuczonego szkła, które z klekotem padało na podłogę.

– Słyszałem, że jesteś zmorą, jakimś duchem, który porusza się w cieniu – wciskając pendrive do kieszeni Mamnun wymierzył pistolet w stronę Kordiana.

– Ale dla mnie, wyglądasz na zwykłego śmiertelnika. – mechanizm broni wydał z siebie przeciągły stuk. Mężczyzna poprawił pozycję ręki na pistolecie.

– Pozory mogą mylić. – chropowaty głos zadudnił z połów kaptura.

Mamnun zacisnął mocniej krzaczaste brwi. Huk wystrzału zadudnił w pomieszczeniu.

Pięść owita skórzaną rękawicą opadła ciężko na ogoloną głowę. Mężczyzna padł na ścianę. Wytrącony pistolet poleciał w bok pokoju. W ostatniej Kordian złapał osuwającego się oponenta.

– Gdzie jest twój szef!? Czego tu szukacie?!- zachrypiał trzymając starszego mężczyznę za kołnierz.

– Duża ciekawość, pierwszy stopień do piekła. – mimo urazu głos Mamnuna nosił w sobie spokój. – Rób co chcesz, ja pogodziłem się Bogiem.

Kordian sprężył ramiona i cisnął ofiarą o ścianę. Wrzucony w kieszeń przenośnik danym zamigotał mu w kącie oka. Młody mężczyzna momentalnie wydobył pendrive.

– Wiem przynajmniej jedno. – przechylił głowę i ukucnął tuż przy Mamnunie. – Teraz pogadajmy o twoim sułtanie. – Czarno-czerwony cień zatańczył w rozwidlonych szarych oczach starca.


Szkarłat i czerń to powieść on-line w odcinkach.

Ulice metropolii Nowej Warszawy zalewa fala zbrodni i przemocy. Każda noc przynosi nową makabryczną zbrodnię. Kordian, niedoszły samobójca szukający swego miejsca w życiu, podejmuje nierówną walkę ze złem. Uzbrojony w miecz i wielkie pokłady gniewu samotnie wymierza sprawiedliwość neonazistom, gwałcicielom i mordercom. Wkrótce jednak przyjdzie mu się zmierzyć z jeszcze większymi i bardziej niebezpiecznymi zagrożeniami. Cena podwójnego życia jest wysoka. Gdy losy całego miasta zależą od jednej osoby, czy jest czas na szczęście, na miłość? Czy przeznaczeniem dobrego bohatera jest samotność? Jego życie spowite jest jedynie szkarłatem i czernią.     

Darmowa książka online.

Kolejny odcinek tutaj.

Poprzedni odcinek tutaj.

Pierwszy odcinek tutaj.

5 thoughts on “„Szkarłat i czerń” – odcinek 12 – „Korpo-ninja”

  1. Ciekawa treść i kupuję ta narrację, wiem też, że często nie ma w życiu czasu na długie korekty, ale jeśli chcesz, aby się lepiej czytał zwracaj uwagę na końcówki, ę, ą oraz znaki interpunkcyjne. Mnie jako czytelnikowi to bardzo pomaga, gdy chcę wyczuć gdzie budujesz napięcie… W brew pozorom, przecinki są chyba najważniejszym budulce. Często ważniejszym niż rozbudowane epitety i przenośnie…. Rozgoszczę się i rozczytam. Pozdrawiam!

    1. Dziękuję za ten komentarz! Autor ma głowę pełną pomysłów, jednak w pośpiechu zdarza mu się zjeść przecinki i końcówki. Nie będzie już mówił, że tylko ja się czepiam. Pośpiech jest złym doradcą. Głodomór z niego! 🙂 Baczniej będę go pilnować pod kątem korekty 🙂

Dodaj komentarz

Top