Jesteś tutaj
Strona główna > Legendy Nowej Warszawy > Legendarne serie > „Szkarłat i czerń” – odcinek 15 – „Technika życia”

„Szkarłat i czerń” – odcinek 15 – „Technika życia”

Czarne smugi farby i brudu spływały w strumieniu bieżącej wody. Kordian oparł głowę o kafelki. Zimne krople biły go po twarzy. Zielone oczy przybladły i zaczęły chować się za zasłonami ciężkich powiek. Przez ułamek sekundy nawiedził go sen. Ciało, coraz bardziej wiotkie zaczęło powoli osuwać się po śliskiej powierzchni kabiny prysznicowej.

Nie miał pojęcia, ile czasu minęło. Może tylko sekunda albo dłużej. Zerwał się z nagłym przypływem adrenaliny. Drobiny gęsiej skóry biegły po jego nagich ramionach. Z trudem zmusił przytłumione mięsnie do pracy i zamknął strumień wody. Dopiero teraz poczuł przeszywające zimno. Zdecydowanie leżał tak dłużej niż sekundę.

Kordian prawie nie poznawał twarzy, której odbicie powitało go w lustrze. Zniknęła rozrośnięta na wszystkie strony krzaczasta broda. Z nią wyglądał jak pieprzony bezdomny czarodziej, teraz gładko przystrzyżony zarost wyglądał nawet elegancko. Odkładając maszynkę do golenia przeczesał lekko dłonią gęstwinę czarnych włosów. Farba była jeszcze w miarę świeża, nie chciał zanadto brudzić ręki, ale krótki ogląd pozwolił stwierdzić, że nie pozostawionych samym sobie pasemek.

Woda bulgotała wesoło w elektrycznym czajniku. Zgranulowane nasiona kawy czekały cierpliwie w kubku z żółtym logiem Batmana na zalanie. Zdobyczna broń i sprzęt leżały pogrupowane i ułożone pieczołowite na poklejonym srebrną taśmą termicznym kocu.

Lekka kamizelka kuloodporna zajmowała centralne miejsce.  Kordian wlepił w nią wzrok jednocześnie zalewając wnętrze kubka wrzątkiem.

Pociągając łyk z grymasem na ustach podniósł odzież z podłogi i założył kamizelkę na siebie, ciasno zapinając wszystkie rzepy. Nie obciążała go prawie w ogóle, co było plus. W jego głowie krążyła obawa, że zrobi się powolny i ociężały. „Taka rzecz to lepsza ochrona niż dres.” Pomyślał.

Kładąc kamizelkę z powrotem bacznie egzaminował pozostałe zdobycze. Dwie bliźniacze tonfy policyjne. Lekkie i poręczne. Poobracał jedną z nich w dłoni, wywijając nią piruety w powietrzu, drugą dłonią trzymając kubek przy ustach. Obie pałki przydadzą się jako zamienna broń, gdyby przeciwnik pozbawił go bokena.

Dalej leżały noże do rzucania i parę pistoletów typu Glock. Kordian wziął do ręki jeden z nich i zaczął mu się przyglądać. Odłożył na wpół wypity kubek na stół. Logo Nietoperza odbiło się w lustrze jego zielonych oczu. Krzywiąc usta w grymasie uśmiechu odłożył broń na miejsce i odłożył na bok jedynie noże.

Gogle noktowizyjne były niewymownie jednym z lepszych łupów. Kordian gratulował sobie w duszy, iż teraz będzie miał odrobinę przewagi.

„Tryb Predatora” zażartował oglądając przez soczewki emanujące ciepłem własne dłonie.

Ciężki granatnik, przy pomocy którego wysadził furgonetkę nie był zdecydowanie poręczny. Kordian postanowił wykorzystać jedynie świece dymne i ładunki hukowe.

Czarna kominiarka wymagała przeróbek. Patrząc na nią Kordian nie chciał wyglądać jak podstawowy żołnierz Regimentu 44. Jeśli ma nosić coś zakrywającego całą twarz to musi być to coś oryginalnego.

*

Żar lał się z nieba. Spomiędzy starych budynków na Chmielnej unosił się zapach świeżych wymiocin połączony z gryzącą wonią moczu. Wokół niszczejących kamienic z pojedynczymi witrynami małych sklepików i zakładów pięły się wysokie szklane monolity wieżowców. Cześć była opuszczona. Strzępy szkła mieniły się w blasku słońca, długie płachty z fioli i materiału tańczyły delikatnie poruszane nieśmiałym wiatrem.

Biurowce piętrzące się jeszcze wyżej ku niebu nie były już pozostawione samym sobie. Wypełnione poranną korporacyjną wrzawą wypełniały się coraz to większą ilością ubranych w garnitury i spódnice pracowników.

Na szczytach, wspierane wielkimi mechanizmami generatorów jaśniały jaskrawe hologramy. Znaki firmowe, z których najjaśniej świecił napis Wyryński Holding przyćmiewając resztę wielkością i blaskiem, który mógłby równać się samemu słońcu.

Maniek wyległ na ulicę mrużąc oczy od olbrzymiego światła. Mimo gorejącego ciepła jego spalone prawie na heban ramiona spowijał czarny płaszcz. Każdy centymetr jego ciała drżał zalewając skórę drobinkami zimna.

Sztywnymi palcami gmerał w głębokiej kieszeni. Opływowy kształt małej buteleczki cały czas uciekał z uchwytu trzęsących się rąk. Maniek wydał z siebie parę głośnych charknięć, spluwając siarczyście na trotuar, który nagrzany prawie do punktu wrzenia niemal natychmiast wypalił tę odrobinę wilgoci.

Ostatni łyk z butelki przyniósł jedynie parę pojedynczych kropel gryzącej lepkiej cieczy. Wódka smakowa, pigwowa dokonała żywota. Nurtujące uczucie zimna i spazmatyczne dreszcze ciskające ciałem mężczyzny nie ustawały jednak szarpiąc każdy centymetr jego ciała.

Młody mężczyzna stukający drogimi podeszwami markowych butów zmierzył Mańka pełnym pogardy spojrzeniem. Łypiący szklanymi oczami pijak odprowadził młodzieńca wzrokiem ledwo wstrzymując napęczniałe policzki.

Z głośnym chrząknięciem z ust Mańka wybuchła biała maź wymiocin. Popłynęła swoją lejowatą konsystencją po czarnym zamszowym materiale.

*

– Co się stało? –  Eryka rzuciła się przez próg. Dwóch umięśnionych sanitariuszy próbowało utrzymać kołyszącego się Mańka.

– Najebany, znowu – rzucił mężczyzna napinając mięśnie. Ciężar pijanego prawie nad nim przeważał.

Eryka nabrała powietrza do ust. Masując się po skroniach wsłuchiwała się w odgłosy półprzytomnego mężczyzny bełkoczącego, kiedy sanitariusze odprowadzali go przez korytarz.

*

„Powinnaś wrócić do domu” męski głos rezonował w umyśle Eryki. Leżała niemal całkiem przykryta białą pościelą. Krople deszczu klekotały o okienną szybę. Z oddali buczały odległe odgłosy zbliżającej się burzy.

Eryka podniosła ciężką głowę i oparła się o ścianę. Sterta dokumentów leżała rozciągnięta na całej długości materaca między kanionami podwiniętej pościeli. Spowity w ciemności pokój oświetlało jedynie światło włączonego laptopa. Stare urządzenie jeszcze z pierwszej połowy wieku należało do Kordiana. Buczał lekko mieniąc się bladym blaskiem. Przez porysowany ekran widniały włączane aplikacje i ilustrację szaro-srebrnego symbolu Batmana.

Okrywając się jasną pościelą podeszła do okna. Krajobraz skąpanego w deszczu miasta odbijał się w jej oczach.

„Jesteś tam gdzieś” pomyślała. Zacisnęła dłoń na materiale jakby chciała się w nią wtulić. „Kordian, wróć do mnie.”, wyszeptała przez drżące usta. „Proszę, nie zdradzaj mnie więcej z tym przeklętym miastem”.

*

Budynki pławiły się w siąpiącym deszczu. Krople biły o szkło i beton zalewając wszystko. Woda lała się ze studzienek na ulicach i biegnących po ścianach kamienic rur.

Przez zielone soczewki gogli termowizyjnych Nowa Warszawa mieniła się jasnoczerwonym blaskiem. Neony, reflektory, uliczne latarnie i zapalone światła przypominały jaśniejące świetliki. Trzeszczące odgłosy radia, komunikatów miejskich i centrali policyjnej dudniły w uszach Kordiana. Nasunął ciemnoczerwony kaptur mocniej na głowę i poprawił pozycję bokena na plecach. Postrzępiony szkarłatny materiał powiewał na wietrze.

kittelm
Kim jestem? Pisarzem, dziennikarzem, copywriterem, łucznikiem i uczniem sztuki kendo. Zawsze miałem głowę pełną różnych historii. Postanowiłem nie bujać tylko w obłokach i chować zapisków głęboko na dnie szuflady. Tak powstała pierwsza opowieść w formie bloga. Zapraszam na wędrówkę do świata Nowej Warszawy. Do przeszłości, która nas ukształtowała i przyszłości, która nas zmieni.
http://www.legendynowejwarszawy.pl

3 thoughts on “„Szkarłat i czerń” – odcinek 15 – „Technika życia”

  1. Czyli juz wiem ze jak nie bede miała nic ciekawego do poczytania przed snem to warto zajrzec tutaj 🙂

Dodaj komentarz

Top