Jesteś tutaj
Strona główna > Legendy Nowej Warszawy > Legendy > Nie jesteś sama

Nie jesteś sama

Czarnobiałe zdjęcie mokrych butów w kałuży - nastolatka z depresją o krok od samobójstwa

Iga

Światła neonów odbijały się od kałuży, która wyrosła po ulewnym wieczornym deszczu.  Mroźne powietrze pachniało jeszcze wilgocią. Ciasna ulica wypełniona była zgiełkiem sunących we wszystkie strony przechodniów. Każdy się spieszył – staruszkowie ciągnący za sobą wypchane po brzegi trójkołowe wózki zakupowe, korposzczury w wykrochmalonych białych koszulach zapiętych na ostatni guzik, matki szarpiące się ze znużonymi tym pędem dziećmi i stukające obcasami stylowe damy, za którymi ciągnął się jak ogon zapach perfum.

Cała ta kawalkada sunęła przez zatłoczoną miejską arterię skąpana w oparach modnych perfum wymieszanych z odorem unoszącm się ze studzienek kanalizacyjnych i budek z fastfoodem. Co chwila przez tą woń przebijał się zapach rozkładających się śmieci. Sterty pozostawionych toreb porozrzucanych na chodniku zaczynały już żyć własnym życiem. Każdy z przechodniów omijał je z wyrazem obrzydzenia na twarzy.

Tu i ówdzie przy stertach tych śmieci leżeli ludzie. Nie zauważeni przez nikogo bezdomni byli lepiej zakamuflowani niż elita komandosów. Czasem tylko wychylali swoje zmęczone spojrzenia w poszukiwaniu, litości, uśmiechu, odmiany. Twarze większości z nich były czarne od brudu, poorane bliznami i ropiejącymi ranami.

„Nie chciałam umierać, ale nie chciałam też być żywa.” Anna Morawska – Twarze depresji

Iga przesunęła palcem po kosmyku swoich fioletowych włosów. Za każdym razem, kiedy to robiła słyszała wrzask matki i obojętne wzdychanie ojca, który zawsze jakoś znikał, kiedy tylko zaczynała się kłótnia. Płócienne buty dziewczyny już totalnie przemokły. Chłód przechodził przez jej ciało przykrywając je zasłoną dreszczy i gęsiej skóry. Było jej tak bardzo zimno, mimo to Iga nawet nie drgnęła. Ludzie na około omijali ją, mrucząc pod nosem jakieś niezrozumiałe przekleństwa. Stała tak wpatrzona w swoje odbicie w kałuży.. Ze słuchawek w jej uszach dobywała się muzyka zespołu Linkin Park, jaskrawe niebieskie oczy szkliły się od łez.

Stanęła na skraju jezdni. Zacisnęła zęby. Jej drobna twarz zalała się rumieńcem. Nie czuła do tej pory chłodu, ale teraz czucie lodowatej pustki zaczęło ją paraliżować. Trzęsła i dygotała w miejscu łkając przy tym cicho. Tak cicho jak każdej nocy, gdy kładła się spać. Bezgłośnie, byle nikt nie słyszał.

Światła nadjeżdżających samochodów migały jej przed oczami. Świst opon i ryk klaksonów wypełniał powietrze. Iga śledziła wzrokiem migające lampy. „Może ten albo następny? Nie bądź tchórzem dziewczyno, choć raz zrób coś w życiu dobrze!”. Zamknęła oczy. Całym swoim wątłym ciałem zrobiła krok do przodu. W uszach zaświszczał jej przeraźliwy pisk i długa nuta samochodowego sygnalizatora. Poczuła jakby unosiła się powietrzu, wiatr muskał jej skórę. Nagle nastała cisza. Chciała otworzyć oczy, ale bała się. Dreszcze strachu i zimna były zbyt intensywne.

„Łatwiej jest znieść śmierć bez myśli o niej, niż myśl o śmierci bez niebezpieczeństwa” Blaise Pascal

Ciepła dłoń spoczęła na jej wątłym ramieniu. Iga wzdrygnęła się jakby ktoś dotknął ją żywym ogniem. Mimowolnie rozejrzała się wokół. Wysoki mężczyzna stał tuż przed nią. Nie widziała jego twarzy ukrytej za szerokim kapturem, prócz jaśniejących zielonych oczu przebijających się przez ciemność. Ręka, którą trzymał na jej ramieniu okuta była ciasną rękawiczką. Ciemnoszara sztruksowa marynarka przesiąknięta była wilgocią. Podniszczona już nieco skórzana torba wisiała niedbale przewieszona przez prawe ramię. Smutna twarz Igi zaostrzyła się w grymasie gniewu i przerażenia. Z jej ust popłynął przeciągły pisk. Zacisnęła delikatne dłonie ciskając je w powietrze jakby boksowała się swymi miniaturowymi piąstkami.

– Czemu!? Czemu to zrobiłeś? – krzyknęła Iga. Mężczyzna z anielskim spokojem przyjmował każdy wściekły cios dziewczyny. Uklęknął przed nią chwytając za jej ciskające ręce.

– Nic nie rozumiesz, nic! – łkała z trudem łapiąc oddech między kolejnymi napadami płaczu.

On cały czas milczał. Nie odpowiedział nic. Złapał ją mocno jedną ręką za ramię. Nie sprawił jej ból, jednak uścisk był na tyle mocny, że w ataku histerii skupiła na uwagę na nieznajomym. Wlepiła w niego wzrok pełen amoku. Zwolnił uścisk. Jednym ruchem odsłonił mankiet obdartej marynarki. Smukłą i bladą skórę przedramienia okraszały podłużne blizny biegnące raz poziomo, raz pionowo aż do łokcia.

Iga przełknęła ślinę i nabrała powietrza do ust. Jej oczy zaszkliły się zasłoną łez, które ponownie popłynęły po policzkach. Mężczyzna zdjął kaptur. Zmierzwione przydługie włosy rozlały się po jego twarzy w połowie zakrytej antysmogową maską.

Iga utkwiła wzrok w jego zielonych źrenicach. Trwali tak w milczeniu przez chwilę. Dziewczyna padła mu w ramiona. Położył dłoń na jej fioletowych włosach. Deszcz znów zaczął padać drobnymi kroplami na ziemię. Hałas uliczny nie ustawał. Ludzie obok przechodzili obojętnie.

 

 


Seria Legendy to zbiór krótkich opowiadań on-line.

Każdy .     

Darmowe opowiadania online. Polecamy również inne serie „Legend Nowej Warszawy”. Link do pierwszej serii „Szkarłat i Czerń” tutaj. Pozostałe pozycje w Menu.

 

kittelm
Kim jestem? Pisarzem, dziennikarzem, copywriterem, łucznikiem i uczniem sztuki kendo. Zawsze miałem głowę pełną różnych historii. Postanowiłem nie bujać tylko w obłokach i chować zapisków głęboko na dnie szuflady. Tak powstała pierwsza opowieść w formie bloga. Zapraszam na wędrówkę do świata Nowej Warszawy. Do przeszłości, która nas ukształtowała i przyszłości, która nas zmieni.
http://www.legendynowejwarszawy.pl

Dodaj komentarz

Top